Warzywa i owoce na zdrowie!

Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że warzywa i owoce są ważnym elementem diety z uwagi na ich wartość odżywczą. Mamy sezon letni, który obfituje w te wspaniałe produkty. W zasadzie są na wyciągniecie ręki, a uliczne stragany wyrosły, jak grzyby po deszczu…ale tutaj moja uwaga… Czy zastanawialiście się nad pochodzeniem sprzedawanych produktów? Kto je produkuje? Czy używa nawozu? Ile? Czy przestrzega okresu karencji? Nie zapominajmy o pozostałościach środków ochrony roślin. I tutaj sprawa bardziej się komplikuje. Jak zaczęłam przygotowywać posiłki dla mojej córki, pochodzenie warzyw nabrało nowego znaczenia, za którym kryje się JAKOŚĆ. Nie zapominajmy, że dzieci są szczególnie narażone na pestycydy, ponieważ mają mniejszą masę ciała (dziecko średnio waży 10-12 kg, a dorosły 60 kg i wzwyż) oraz bardziej wrażliwy układ odpornościowy. Przy spożywaniu dużej ilości warzyw może dojść do przekroczenia kryterium toksyczności. Co wiąże się z negatywnym wpływem na nasze zdrowie.

Wracając do tych ulicznych straganów…nie służy im wysoka temperatura oraz bliskość ruchliwej ulicy. Czy pytaliście sprzedawce skąd są te warzywa? Wydaje mi się, że ten klimat straganu kojarzy nam się z “małym” rolnikiem, dlatego tracimy czujność. Oczywiście często też w takich miejscach możemy kupić bardzo dobre produkty, dlatego należy pytać, a jeżeli ktoś proponuje ekologiczną żywność, prosić o certyfikat.

Mieszkam w Miasteczku Wilanów, nie mam swojego warzywniaka, ani bezpośredniego dostępu do rolnika. Jeszcze jak nie było Zosi na świecie, zakupy były trochę łatwiejsze. Jechaliśmy raz w tygodniu z mężem na targ w Konstancinie, albo do miejscowości Szczaki i tam robiliśmy warzywny zapas. A w tygodniu posiłkowaliśmy się tym, co mamy dostępne w okolicznych sklepach. Teraz sprawa wygląda trochę inaczej, dlatego warzywno-owocowe zakupy dla córki robię głównie w dwóch miejscach.

Jest to sklep ekologiczny oraz odkryty niedawno Vege Market. Właściciele sklepu nabywają produkty od rolników z okolic Konstancin-Jeziorna i Góry Kalwarii, pomidory są ze Słomczyna, borówki i cukinie od sąsiada prawie zza płotu. Nie są to produkty ekologiczne, ale od znajomego rolnika, który używa rozsądnie nawozu (bo niewielkie miałby zbiory), oraz zachowuje okres karencji do zbioru. Czyli nie mówimy tutaj o przemysłowej uprawie roślin. Te argumenty przekonały mnie i stałam się stałą klientką. Ponadto w sklepie można kupić soki, koktajle oraz “coś “na obiad z warzywną wkładką, jak np. pierogi, naleśniki, kopytka, chłodniki itp. Kiedy temperatura idzie do góry, ograniczam gotowanie w domu i wtedy posiłkuję się tymi specjałami. Nie wspomnę już, że właściciele są przesympatyczni.

Polecam takie miejsca i większą konsumencką wnikliwość w to co jemy.

(Korzystałam z Food Forum nr 3(25)/2018 “Jakość warzyw pochodzących z  upraw przemysłowych oraz ekologicznych” autor A.A. Pilarska, K. Pilarski)

Opublikowany wAkcesoria do karmienia, Blog, Sklepy