Szybka metamorfoza fotela typu “finka” i pomysł na podnóżek

Znacie popularny fotel finka, który przez jakiś czas przeżywał swoje lata świetności? Właśnie taki egzemplarz po dziadkach Kuby trafił do naszego mieszkania. O ile sama forma fotela przypadła mi do gustu, zwłaszcza drewniane elementy, o tyle pokrowiec zupełnie nie pasował w naszym wnętrzu. Trzeba też dodać, że oprócz walorów estetycznych był po prostu już zniszczony. Długo zastanawiałam się w jaki sposób można je odnowić, dodam, że nie przejawiam talentu w tapicerowaniu i trochę mnie ten temat przerasta. Wiadomo, że można oddać do tapicera, ale takie rozwiązanie mocno podrożyłoby całe przedsięwzięcie. A miało być tanio i dobrze. Szukając sposobu na ten fotel, trafiłam na stronę megasofa.pl. Właśnie tu znalazłam satysfakcjonujące rozwiązanie. Okazało się, że mają niesamowity wybór tkanin, kolorów i w zasadzie można dopasować pokrowiec do swojego wnętrza. Właśnie w ten sposób zorganizowałam nowe ubranko na naszą finkę. Jaki był mój zachwyt i szczęście nie do opisania, kiedy znalazłam kolor, który pojawia się u nas w mieszkaniu – turkusowy. Bardzo lubię połączenie tego koloru z ciemnym drewnem. Koszt tej inwestycji to mniej niż 150 zł, a radochy co niemiara. Na zamówienie trzeba czekać parę dni, po czym nie trzeba przejawiać specjalnego talentu, żeby owy pokrowiec założyć, dlatego jest to wyjście idealne dla każdego.

Wcześniej zanim zreanimowaliśmy fotel, poddaliśmy liftingowi podnóżek. Wykorzystaliśmy do tego stary taboret. I tu sytuacja podobna, kształt fajny, ale taboret w stanie krytycznym. Zakupiłam kawałek materiału do obicia, gąbkę tapicerską i zastosowałam farbę kredową Annie Sloan w kolorze turkusowym, którą już miałam. Kiedy zabraliśmy się z Kubą do roboty, okazało się, że stara gąbka tapicerska była w tak opłakanym stanie, że cała się rozpadła w pył, zaśmiecając nam podłogę w pokoju, nie byliśmy przygotowani na takie zdarzenie. Dlatego radzę, żeby zawsze robić to na foli, albo gazetach, łatwiej później uprzątnąć zaistniały bałagan. Następnie pomalowałam nóżki farbą. Kolejne czynności to docięcie gąbki tapicerskiej. Można ją przykleić specjalnym klejem, ale wiedziałam, że nie zużyjemy całego, więc przykleiliśmy ją dobrą taśmą dwustronną, póki co się trzyma. Następnie przycięliśmy materiał i przyczepiliśmy go za pomocą takera. Taboret wyglądał o niebo lepiej od pierwotnego, ale…nie do końca satysfakcjonująco. Całość dopełnił pokrowiec zrobiony na szydełku przez sąsiadkę. Do tej pory jestem jej za to wdzięczna, bo sama mimo, że próbowała trochę szydełkować, to zasób mojej cierpliwości do tego działania jest mocno ograniczony. Może kiedyś…

Tak powstał zestaw fotel i podnózek, który dzielnie nam służy i cieszy oko. 

Opublikowany wBlog