Dekoracje w pokoju dziecka

Kiedy powstał pokoik dla dzieci wiedziałam, że na tym nie poprzestanę w jego urządzaniu. Na tej małej powierzchni trudno o moje wymarzone dodatki w stylu vintage z uwagi na ograniczoną ilość miejsca. Ponadto względy funkcjonalne przewyższają nad niepraktycznymi, ale ładnymi. Stąd meble zrobione są przez stolarza, a nie znaleziona na pchlim targu i samodzielnie odświeżone, co najbardziej by mnie cieszyło. Mimo wszystko starałam się ocieplić to białe wnętrze dodatkami takimi, jak wiklina, elementy drewna i sklejki. Póki co mam większe pole manewru, bo Zosia jeszcze nie manifestuje swoich upodobań. 

Inspiracji szukałam głownie na Pinterestcie i Instagramie, to nieograniczona kopalnia pomysłów. Ale też chętnie przeglądam wnętrzarskie gazety, te najbliższe mojemu sercu to “Moje mieszkanie” i “Country” ze względu na to, że pokazują wnętrza urządzone przez pasjonatów, a nie projektantów. I tak odurzona pomysłami przystąpiłam do zakupów. Zależało mi na tym, żeby dodatki były uniwersalne, czyli dla dziewczynki i chłopca oraz wkomponowały się w ogólny wystrój mieszkania. Te kryteria w pełni spełniają produkty z H&M Home, stąd poduszki i poszewki, drewniany wieszak i podkładka na stół. Muszę przyznać, że jest tam sporo rzeczy, które chętnie bym kupiła. Co więcej produkty te nie mają przesadzonej ceny, co jest bardzo na plus. 

Wiklinowe dodatki kupiłam na Allegro lub odkopałam ze starych domowych zasobów. Wybór wikliny na rynku jest ogromny i ciężko mi było zdecydować się na konkretną rzecz. Ale wiklina to mój słaby punkt od lat, uwielbiam ją za ponadczasowość i naturalny wygląd, nie wspomnę, że jest eko. Poza tym niesamowicie ociepla wnętrze, a także będzie nam służyła na lata, bo nie sposób z niej wyrosnąć, jak to jest wśród innych akcesoriów dla dzieci.

Starą walizkę przywiozłam z działki, tam leżała nieużywana i się kurzyła. Pomyślałam, że zrobię z niej użytek. W środku znajdują się puzzle Zosi, które lubię schować raz na jakiś czas, żeby zbyt bardzo się jej nie opatrzyły i chętnie do nich wracała. Pilnuję też, żeby nie wszystkie zabawki były wyeksponowane. Po pierwsze dlatego, że w małym pokoju panowałby chaos oraz wrażenie przepełnienia, po drugie najzwyczajniej w świecie się kurzą, a po trzecie zmieniając “wystawę” co jakiś czas zmienia się też wystrój i nie jest nudno. Dobrze, jak niektóre elementy wyposażenia nie są wyłącznie dekoracją, ale pełnią też użyteczną funkcję, jak na przykład: miarka wzrostu “Funky Wall”,  “Pani Gąsiennica – Oribel” czy tablica kredowa.

Turkusowa komoda ma już swoją historie, a także sukcesywnie zmienia miejsce zameldowania. Cztery lata temu została przeze mnie pomalowana farbami kredowymi Annie Sloan. Wstawki tapety, to zabieg, który ma na celu ukrycie powstałych plam podczas użytkowania. 

Obrazek z ptaszkami, który wisi na ścianie jest z nami od początku zamieszkania w tym mieszkaniu. Teraz znalazł swoje miejsce na ścianie w pokoiku i myśle, że wpisał się w ten wystrój. Natomiast aniołki są pamiątką z Lanckorony, gdzie byliśmy przejazdem podczas wakacji.

Teraz chwila przerwy od urządzania, koncentrujemy się na wyprawce oraz z niecierpliwością czekamy na Stasia. Kiedy pojawi się nowy lokator, pojawią się zmiany, jesteśmy w ciągłym procesie tworzenia.

Opublikowany wBlog